„Take it easy!” Wow, jakie to młodzieżowe, spontaniczne i pozytywne hasło! Powiedział tak Minister Edukacji?! Wow, to tak można? Jakie to cool?! Dlaczego ta wypowiedź ministra Czarnka nie wzbudziła zatem powszechnego aplauzu wśród rodziców i młodzieży? Take it easy to za mało, aby złagodzić strach przed zmianą i przekonać innych do wprowadzanych rozwiązań!

Gdy ktoś przeżywa strach przed zmianą, nie wystarczy powiedzieć: „Eee tam, nie przesadzaj!”

Minister Czarnek porzuca podstawowe zasady komunikacji. Chce stepować na polu minowym. Pamiętacie pewnie, jak został przyjęty Rambo w miasteczku, do którego przyjechał odwiedzić starego wojennego przyjaciela. Szeryf potraktował go per noga, by wyniósł się z miasta – co uruchomiło odwrotny efekt. Nie zrozumiał ani tego, co czuł John Rambo jako weteran, ani tego, jakie siły wyzwolił. W takiej sytuacji potrzeba trochę empatii i trochę szacunku.

Minister Czarnek podobnie zwrócił się do uczniów – nie biorąc pod uwagę tego, w jakiej są sytuacji. Zignorował całkowicie ich strach przed zmianą. Zamienił pandemię na pandemonium.

Jednym z kluczowych elementów w wystąpieniach publicznych czy w przygotowaniu wszelkiej komunikacji jest odniesienie się do stanu emocjonalnego naszych odbiorców. Np. Napoleon, przejmując armię Włoch, zaczął:

Żołnierze! Jesteście głodni, nadzy i bosi; rząd wiele Wam zawdzięcza, lecz nic nie może Wam dać. Cierpliwość i odwaga, jaką okazujecie wśród tych skał, są godne podziwu.

Tymczasem uczniowie rozpoczynają naukę postpandemiczną – najpierw hybrydowo, potem stacjonarnie. Władza chce pokazać, że oczyściła teren edukacji z łotrostw pandemii. Dzieci mogą pochodzić do szkół, a że zostaną dwa tygodnie do wystawienia ocen, dzieci boją się lawiny sprawdzianów. Część uczniów może zatem odczuwać silny lęk przed szkołą, tak jak dorośli odczuwają lęk przed pracą.

Od czego zacząć, aby zmotywować innych do działania?

Zazwyczaj jest tak, że ktoś, kto chce zachęcić, zmotywować, pokazać, że kontroluje sytuację, zna lęki i obawy swojego audytorium i potrafi je uśmierzyć, dać poczucie bezpieczeństwa, pokazać, że w razie czego da wsparcie. Zwłaszcza gdy w grę wchodzi coś, co w naszej kulturze zwykło się uważać za warte ochrony – dzieci.

Jaka jest sytuacja dzieci oprócz obawy przed codziennym testem? Dwa miesiące temu Alicja Defratyka mówiła w Senacie o zatrważających danych dotyczących prób samobójczych dzieci w wieku 13-18 lat. 814 prób samobójczych – to wzrost o 134 procent!

Z ustaleń NIK wynika, że 9-10 proc. dzieci wymaga pomocy w zakresie zdrowia psychicznego. Pandemia nasiliła zaburzenia lękowe. Wielu potrzebuje wsparcia pedagoga i psychologa. Raport Fundacji „Rozmawiaj z klasą” wskazuje, że w oczach nauczycieli uczniowie mają niskie poczucie własnej wartości, źle odnajdują się w relacjach rówieśniczych, nie mają zaufania do nauczycieli, a psycholog pracuje tylko w 6 na 10 placówek i to najczęściej w niepełnym wymiarze godzin. Taką mamy sytuację wyjściową.

Bagatelizowanie uczuć to pierwszy krok do konfliktu

Co robi minister Czarnek? Wychodzi ze spotkania z pracownikami oświaty i apeluje młodzieżowo do uczniów obawiających się lawiny testów: Take it easy!

Czyli co? Że sam ogarnie te testy? Take it easy – nie przejmujcie się? To tak, jakby ktoś bał się, że utonie, a minister wpychałby go do wody ze słowami: nie przejmuj się, nic ci nie zagraża, wyluzuj, na pewno dasz radę!

I dalej, cytując mówcę:

Stres to jest coś, co towarzyszy człowiekowi w życiu, ale nie należy tego stresu wyolbrzymiać. Wracamy do obowiązków. Spokojnie, stopniowo. Zaapelowałem, żeby skupić się głównie na odbudowywaniu wspólnoty, relacji, ale temu towarzyszą też standardowe wymagania szkolne. Obowiązki to nie stres. Dlatego cieszę się, że wracamy. Take it easy.

A więc Czarnek uspokoją, że stres to nic takiego. Nie ma co tego wyolbrzymiać. Słowem: nie powinno cię boleć. Może minister jest w stanie mobilizować armię walczących o religijne wartości, głównie zakazy parad równości, ale jego sposób uspokajania jest przeciwskuteczny. Takie słowa, wypowiedziane dodatkowo z lekką drwiną, nie przynoszą rozwiązania, nie przekonują, a wręcz wyzwalają złość!

Można było powiedzieć o współpracy między rodzicami i szkołą, o organizacji zajęć tak, by była przestrzeń do rozmów o problemach i emocjach dzieci. Frazy: „Obowiązki to nie stres” oraz „take it easy” mówią trochę co innego: nie powinniście czuć tego, co czujecie, mam w nosie wasze problemy, są wydumane, wyolbrzymione, przesadzone. Nie potrzebnie się nakręcacie. Lepiej weźcie się garść i przestańcie płakać, jak małe dzieci.

Takie podejście, kiedy nie jest się poważnie traktowanym, ale paternalistycznie, zamyka komunikację. Sprawia, że przez część dzieci, które gorzej sobie radzą, bo rodzice im nie pomagają w nauce, szkoła będzie widziana jako opresyjne miejsce, które ma je tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę. Ich strach przed zmianą rośnie i wyzwala pokusę, aby odpłacić tym samym.

Czego świat biznesu może nauczyć się od MEN?

Minister Czarnek piastuje swoje stanowisko nie ze względu na zasługi na polu edukacji ani bycie liderem i motywatorem. W jego komunikacji przejawia się ton forsującego administratora, który każe i zarządza.

Czy mamy dużo takich ministrów Czarnków w biznesie? Tak, bo ciągle jeszcze w polskich firmach przeważa forsujący styl zarządzania, który nie uwzględnia wsparcia pracowników i przez to obniża ich efektywność.

W idealnym świecie mówca najpierw odniósłby się do obaw, powiedział, co z nimi zamierza zrobić i pokazałby, jak kontroluje sytuację. W naszym świecie mówca mówi: Nie przejmujcie się. Na pewno wszyscy zaczną od teraz się „nie przejmować”. Nie zaliczamy tego, Panie ministrze. Nie zaliczamy w poczet sukcesów.